Regionalny Zespół Ludowy "Jaworznik"
Niewątpliwie fenomenem kulturowym, który sam w sobie zasługuje na oddzielną monografię, jest istniejący już od ćwierćwiecza w Wojkowicach -Żychcicach, Regionalny Zespół Ludowy "Jaworznik". Trzy grube tomy jego kronik zawierają wiele szczegółów jego artystycznej kariery, od pierwszych trudnych dni powstania, po dzień dzisiejszy - w którym prezentuje się on już jako zespół dojrzały artystycznie, wielekroć nagradzany, oklaskiwany na scenach i estradach.
Inicjatorką powstania zespołu była Felicja Walaszczyk i jak sama podkreślała za życia - ścisłe określenie powstania zespołu na rok 1972 niezupełnie odpowiada prawdzie. Bo nie byłoby zespołu "Jaworznik" - nosi on nazwę od małej dziś strugi przepływającej przez Żychcice - gdyby nie dawne, datujące się przecież od przedwojnia, a konkretnie od roku 1930 - tradycje życheckiego chóru Koła Gospodyń Wiejskich. Więc jeśli chce się sięgać do genealogii tego kulturowego fenomenu, to fakt ten trzeba koniecznie sobie uświadomić; zespół "Jaworznik" w roku 1972 zawiązał się przecież nie na "surowym korzeniu”, lecz na bogatej tradycji ludowego folkloru wsi zagłębiowskiej, w tym wypadku życheckiej.
W kronice zespołu datę pierwszej próby zapisano na dzień 15 listopada 1972 roku. Tamże zawarte zostały nazwiska kierownictwa przedstawiające: jako przewodniczącą zarządu zespołu - wspomnianą Felicję Walaszczyk, jako sekretarza - Irenę Dyszy, jako skarbnika - Stefana Oparę, jako kronikarza - Wacława Wieczorka oraz jako członkinie zarządu - Honoratę Ferdyn i Helenę Maciejowską. Tamże zapisano także skład tzw. "grupy programowej". Tworzyli ją Paweł Kulasik i Stefan Wyderka. Kierownikiem artystycznym zespołu był Marek Piotrowski, zaś kierownictwo Miejskiego Domu Kultury spoczywało wówczas w rękach Alfredy Olszówki. Ta grupa może, więc pretendować do roli twórców "Jaworznika".
Później, gdy zespół zaczął już odnosić pierwsze sukcesy i gdy zainteresowała się nim prasa, radio i telewizja, dziennikarze powracali w swych relacjach do owych trudnych początków zespołu. W regionalnych "Wiadomościach Zagłębia" pisał na ten temat następująco red. Piotr Piotrowski:
"Gdy, w wyniku nowego podziału administracyjnego, Żychcice weszły w skład miasta Wojkowice, i gdy Dom Ludowy został przemianowany na Miejski Dom Kultury, entuzjaści dobrej rozrywki kulturalnej, a szczególnie folkloru, zamierzali rozwinąć szeroką działalność. Ale nie było odpowiedniego człowieka, który mógłby pokierować tymi ludźmi i zrealizować odpowiedni program działania. W roku 1972 zwrócono się, więc o pomoc do prof. Władysława Byszewskiego, dyrygenta i kierownika artystycznego Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Będzińskiej, ale ten z braku czasu, zwrócił się z kolei o pomoc do Wyższej Szkoły Muzycznej w Katowicach. Ówczesny rektor tej zasłużonej uczelni prof. Józef Powroźniak, zaproponował młodego, utalentowanego studenta Marka Piotrowskiego z Dąbrowy Górniczej, studiującego na wydziale wychowania muzycznego, wielkiego miłośnika folkloru".
Od strony organizacyjnej zespół już praktycznie istniał; należało go tylko skonsultować muzycznie oraz zaproponować formę działalności. W krótkim czasie wykrystalizował się już 40-osobowy zespół wokalny, wnoszący, niejako w wianie, dziesiątki ludowych pieśni i przyśpiewek. Prawdziwą skarbnicą dawnych ludowych pieśni i pogaduszek okazała się Stefania Adamus. Marek Piotrowski razem z żoną Iwoną, penetrowali jednak dalej okoliczne rejony wiejskie, zapisując dalsze dziesiątki melodii ludowych, regionalnych motywów muzycznych i słów pieśni. W roku 1973 uszyto dla zespołu piękne i barwne stroje ludowe.
Jednocześnie zaczęto organizować kapelę, a przede wszystkim ściągać instrumenty, na których w Żychcicach, Kamycach i Wojkowicach ongiś muzykowano. Z czasem utworzono więc kapelę w składzie (wg zapisu kroniki): Marian Wieczorek ojciec - bęben, Wacław Wieczorek syn - kontrabas, Antoni Ledwoch - sekund, Emil Oszówka - skrzypce, Edward Dyszy - akordeon, Władysław Łukasik - trąbka, Stefan Wyderko - klarnet. Dodatkowo - na liściu - wzbudzając zawsze żywe zainteresowanie i zachwyt widzów - grał Kazimierz Bartusik.
Sądząc z zapisów w kronice oficjalny pierwszy występ zespołu miał miejsce w czasie III Dni Zagłębia Dąbrowskiego 23 i 25 maja 1973 roku, a kolejne - w Psarach na Święcie Ludowym, w Rogożniku na dożynkach i na partyzanckim biwaku kombatanckim w Gołonogu. W rok później, już podczas IV Dni Zagłębia Dąbrowskiego, podczas zorganizowanego z tej okazji przeglądu kapel i chórów ludowych, jury pod przewodnictwem wybitnego znawcy pieśni ludowych i folkloru - Adolfa Dygacza, zarówno w kategorii chórów jak i kapel "Jaworznik" zdobył bezapelacyjnie pierwsze miejsca, pozostawiając w pokonanym polu chóry wiejskie z Klepaczki (kłobuckie), Klimontowa, Siemonii, i Sączowa oraz kapele "Zagłębianek" z Grodźca oraz "Tkaczy"" z Kamienicy Polskiej (częstochowskie).
Ten sukces wprowadził "Jaworznik" do rzędu najlepszych zespołów regionalnych w województwie. W prasie ukazywać się zaczęły entuzjastyczne recenzje. M. in. katowicki "Wieczór" podkreślał, iż ten liczący zaledwie dwa lata zespół "łączący w swym repertuarze pieśni śpiewane przed pół wieku po jednej, jak i drugiej stronie Brynicy, ma w dorobku blisko 50 przyśpiewek śląsko-zagłębiowskich (...) i przygotowuje ostatnio nowy program pt. "Polska gospodyni" oraz regionalne widowisko "Wesele".
Informacja była o tyle nieścisła, iż program "Polska Gospodyni" był już w tym czasie, nie tylko przygotowany, ale i już kilkakrotnie przedstawiony widzom (premiera 13 XII 1973 r. w Domu Kultury w Gołonogu); natomiast cały zespół wraz z Markiem Piotrowskim, rzeczywiście przygotowywał "Życheckie Wesele", które wkrótce miało okazać się rewelacją nie lada. Dziennikarz, działacz i animator kultury Ziemi Będzińskiej, Janusz Karkoszka, wielki entuzjasta zespołu, opublikował w "Trybunie Robotniczej" obszerny reportaż z prapremiery "Życheckiego wesela", która odbyła się w 1976 roku w czasie "Święta Pieczonego Ziemniaka". Również i inne pisma podkreśliły iż nowy program "Jaworznika" to misterium obrzędowe pełne uroczych melodii, muzyki i tańca, a "Kominiorz", "Obracany", "Dziad" i "Mietlorz" - stare tańce, odgrzebane i na nowo powołane do życia, to prawdziwe perełki folkloru.
Recenzenci nie zadowolili się tylko podkreśleniem wartości całego zespołu, ale dostrzegli talent i urok niektórych wykonawców: Stefana Opary, Andrzeja Ferdyna, Ireny Dyszy, Janiny Dubiel, Stefana Wyderki i innych.
Wkrótce mistrzostwo wykonania doceniły składy jurorskie innych przeglądów i festiwali. Na III Zagłębiowskim Przeglądzie Chórów i Kapel Ludowych (raz jeszcze pod przewodnictwem Adolfa Dygacza) najwyższe laury otrzymywali m.in. solistka kapeli Józefa Pietras oraz klarnecista Stefan Wyderka. Natomiast na 40 Ogólnopolskim Festiwali Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą, w lipcu w 1976 roku. śpiewaczki ludowe "Jaworznika" okazały się prawdziwą rewelacją i zdobyły pierwsze miejsce. Najwyższe laury przypadły wówczas: Honoracie Ferdyn, Felicji Walaszczyk, Stefanii Adamus i Zofii Walaszczyk.
Najwyższe pochwały skierował pod adresem zespołu, jego twórców i wykonawców, prof. Władysław Byszewski - wybitny znawca zagłębiowskiego folkloru, który do kroniki wpisał m.in. "Ucieszyła mnie jedna rzecz, a mianowicie, że ten zespół ciągle jest młody, że ten zespół pielęgnuje piękne tradycje swoich ojców, piękno Ziemi Zagłębiowskiej. Ja ze swej strony serdecznie życzę dalszych sukcesów, i żeby jak dotychczas zespół "bronił" swych "perełek" kultury ludowej i przekazywał je swoim dzieciom".
Zespół zaproszono do nagrań radiowych. Kolejny znawca folkloru prof. St. Jarecki, wpisał zespołowi "do sztambucha": "Nagranie się udało. Śpiewajcie dalej piękne pieśni zagłębiowskie".
Sukcesy sypały się teraz lawinowo. Zespół zaczął odbywać cykle koncertowe poza Zagłębiem - w Wiśle, Szczyrku, Żywcu, Makowie Podhalańskim. W Zabrzu zdobył "Złoty Kilof Górniczy", brylował w czasie tarnogórskich "Dni Gwarków".
Na XI Festiwalu Folkloru i Sztuki Ludowej "Płock 77" zespół znów zdobył pierwsze miejsce: sukces był tym większy, iż pokonał czołowe zespoły folklorystyczne Podhala, Mazowsza, Kaszub, Ziemi Rzeszowskiej i Kieleckiej. Tym razem w skład komisji artystycznej wchodziły wielkie autorytety spoza Śląska i Zagłębia, jak profesorowie: Bronisława Jaworska z Łodzi, Bogusław Linette i Jarosław Lisakowski z Poznania. Marian Pokropek z Warszawy.
Komisja z satysakcją stwierdziła w swym komunikacie, że "zespół potwierdził także podczas przeglądu swój wysoki poziom artystyczny i autentyczność reprezentowanej sztuki. Zespół ten tworzy 45 osób, przedstawicieli różnych pokoleń. Kapela posiada autentyczne, unikalne już instrumenty ludowe, jak klarnet z białego hebanu, skrzypce, kontrabas, trąbkę, bęben. Kobiety ubrane są w piękne i oryginalne stroje rozbarsko-bytowskie. Cały program przedstawiony na festiwalu - "Wesele zagłębiowskie" - obrzęd składający się z kilku części ujętych w całość - oparty jest na autentycznym materiale zebranym na wsi".
Pięciolecie zespołu, obchodzone w roku 1977 owocowało licznymi gratulacjami z całej Polski; odnotowane też zostało w prasie ogólnopolskiej. Bardzo dobrze się stało, że wówczas udokumentowano fotograficznie program "Wesela" i utrwalono na zdjęciach kreacje członków zespołu.
Lata późniejsze, zapisane w kronikach zespołu, to również lata sukcesów: pierwszy wyjazd zagraniczny do Miszkolca na Węgry do dziś wspominany jest w zespole. A potem przyszły występy na krasnostawskich "Chmielakach", w paprocańskiej "Zielonej Niedzieli", w katowickich "Roździeńskich kontraktach", ma święcie Ziemi Lubuskiej w Przytocznej-Gorzowie (nagroda specjalna), na "Pyrzyckich spotkaniach z foklorem", powtórnie w Kazimierzu nad Wisłą (laury dla kapeli: Stefana Wyderki, Mariana Piotrowskiego, Emila Olszówki i J. Pośpiecha - dla zespołu Brązowa Baszta), w Toruniu (spotkanie z zespołami polonijnymi z USA), na centralnych dożynkach w Piotrkowie Trybunalskim (także w Radomsku i w Bełchatowie), na Tygodniach Kultury Beskidzkiej w Żywcu, Wiśle, Szczyrku i Makowie Podlańskim, na wrocławskiej "Cepeliadzie", na "Jasielskich Okółkach", w Wiosennych Wiciach Foklorystycznych w Pszczynie, na płockim festiwalu "Z biegiem Wisły" (nagroda: "Wierzba Mazowiecka"), w "Jesiennych przyśpiewkach" w chorzowskim skansenie, itd.
Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte to dalsze pasmo sukcesów: w Pszczynie (I miejsce w 1982 r.), Kazimierzu nad Wisłą (1991 - główna nagroda dla Honoraty Ferdyn), w Rzeszowie, w Toruniu 1988 - nagroda publiczności), w Chorzowie (laury dla kapeli Stefana Wyderki i I miejsce dla Honoraty Ferdyn).
Po Polskiej Gospodyni i Weselu Marek Piotrowski i choreograf Jan Balcer przygotowali z zespołem, następne widowisko regionalne "Andrzejki na wyskubkach". Obecnie zespół w swoim programie posiada już pięć pełnospektaklowych widowisk obrzędowych (prócz wspominanych także: Barbórka i Comber babski), a także składankę pieśni Śląska i Zagłębia.
Zespół koncertował we Francji, także w Hawirzowie, Trzyńcu, Łomnicy, Frensztacie i Roźnovie w Czechosłowacji, w Molmerswende i Hathstadt i Grossörner w NRD, także we Lwowie na Ukrainie; wystąpił przed mikrofonami Polskiego Radia w Katowicach, Szczecinie, Łodzi, Lublinie i Warszawie; wystąpił przed kamerami TVP w Katowicach a także nagrał filmy dla telewizji japońskiej, węgierskiej i czechosłowackiej. Posiada własną kasetę repertuarową To już 20 lat. W 1997 roku zespół obchodził jubileuszu 25-lecia.
Członkowie zespołu piszą o sobie: "Jesteśmy zespołem powstałym z umiłowania tradycji i kultury ludowej naszych przodków. Mamy, bowiem szczęście zamieszkiwać w regionie szczególnie bogatym w różnorodne formy folkloru, jakim od niepamiętnych czasów było pogranicze ziem śląskiej i małopolskiej: Żychcice, Rogoźnik, Bobrowniki, Piekary Śląskie, Sączów czy Siemonia, niegdyś samodzielne typowe wioski, dzisiaj integralne części środowiska wielkoprzemysłowego, stanowią kolebkę niezliczonych pieśni, melodii tańców i obrzędów ludowych. Do nich postanowiliśmy nawiązać naszą działalność. To bogactwo życia duchowego i społecznego naszych przodków pragniemy ochronić dla przyszłych pokoleń.
Bardzo ważnym wydarzeniem dla naszego Zespołu był udział w organizowanym przez naszą Regionalną Telewizję Katowice "Turnieju Zespołów Regionalnych" z terenu województw Polski południowej. Ten trzyetapowy konkurs był dla nas szczęśliwym, gdyż zostaliśmy jego laureatami. Byliśmy szczęśliwi i dumni, że nas doceniono, ale to jeszcze bardziej mobilizowało nas do pracy. W nagrodę mamy półgodzinny program nakręcony w plenerze przez TVP Katowice. W Mysłowicach występowaliśmy na "Wiciach Folklorystycznych", gdzie również zakwalifikowaliśmy się do występów w II rundzie w Skansenie w Chorzowie i otrzymaliśmy nagrodę. Udany był kolejny występ w Dąbrowie Górniczej. Teraz, pod kierownictwem artystycznym Janiny Jagodzik, przygotowujemy się do dalszych występów. Chcemy godnie reprezentować nasze miasto w następnym ćwierćwieczu swego istnienia."
W dalszym ciągu zespól bierze aktywny udział w konkursach, festiwalach i przeglądach odnosząc kolejne sukcesy
-
II miejsce w kategorii obrzędy „Złoty Kłos” – Zebrzydowice (1999)
-
II nagroda dla zespołu śpiewaczego podczas Międzynarodowego Przeglądu Zespołów Folklorystycznych „Złoty kłos” w Zebrzydowicach ( 2000)
-
II nagroda na Wojewódzkim Przeglądzie Zespołów Obrzędowych w Katowicach (2001)
-
Nagroda Burmistrza Miasta Bierunia za Widowisko „Wesele” (2002),
-
Dyplom za propagowanie folkloru podczas Tygodnia Kultury Beskidzkiej (2003)
-
III nagroda na Festiwalu Międzyzdrojskie Barwy Jesieni w Międzyzdrojach (2003)
-
IV nagroda na Ogólnopolskim Festiwalu Widowisk Weselnych w Węgrowie (2004)
-
II nagroda na Festiwalu Międzyzdrojskie Barwy Jesieni w Międzyzdrojach (2004)
-
II miejsce w konkursie „Spotkania Artystyczne Seniorów” – Międzyzdroje (2004)
-
I miejsce za program artystyczny z piosenką morską oraz nagroda Burmistrza Międzyzdrojów (akredytacja na kolejny konkurs) „Spotkania Artystyczne Seniorów” – Międzyzdroje (2005)
Zespół „Jaworznik” podczas trzydziestodwuletniej działalności dał ponad 1200 koncertów zarówno w kraju, jak i za granicą sławiąc tym samym bogatą kulturę regionu śląska i ziemi będzińskiej. W 1995 roku zespół za całokształt swojej działalności artystycznej został uhonorowany złotą „Odznaką Honorową za zasługi dla Województwa Śląskiego”, przyznaną przez kapitułę odznaki.
Zespół nie koncertuje jednak tylko dla nagród i wyróżnień skupia, bowiem ludzi, którzy umiłowali taniec i śpiew a najważniejszą sprawą jest dla nich fakt, aby nie zaginęło to co piękne i drogie ich sercu, to co wyróżnia nasz region spośród innych regionów naszego kraju.
Stroje Bytomsko-Rozbarskie

Strój męski
Na Górnym Śląsku w miarę jednolity był strój męski - oznacza to, że również w niedalekim Zagłębiu mężczyźni odziewali się podobnie. Podstawowe części ubrania męskiego to: płócienna koszula, kamizelka zwana „brzuślakiem, bruślakiem, bruclekiem", kamizela, czyli „kamzola, kamuzela", spodnie o zróżnicowanej formie, buty płytkie albo z cholewami, kapelusz lub czapka futrzana „tchórzówka, tworzowka", jedwabna chusteczka wiązana pod kołnierzykiem koszuli, tzw. „jedbowka" oraz sukmana zwana „suknią".
W odświętnym komplecie składał się z: czarnych cholewiaków zwanych „kropami" z „organkami", czyli mocno sfałdowaną skórą na wysokości kostek, na obcasach podbitych podkówkami, do których wpuszczano nogawki spodni szytych początkowo ze zgrzebnego płótna farbowanego na jednolity ciemny kolor. Utrzymywano je na sznurku, bądź rzemiennym pasku. Natomiast przy długich spodniach nogawki nakładano na cholewy. Noszono też płytkie „kamasze" z wstawionymi po bokach gumami. Do spodni wpuszczano koszulę o kroju poncza podłużnego z długimi rękawami, ujętymi w mankiet i ze stojącym kołnierzykiem, pod którym wiązano gładką, jedwabną chusteczkę - „jedbowkę", albo czerwoną tasiemkę. „Jedbowka" to kwadratowa chustka, którą składano w poziomie w fałdki, a następnie przewijano od przodu ku tyłowi i wiązano z przodu. Dla pana młodego miała kolor zielony, dla drużby różowolila, dla żonatego - niebieskawy. Ich brzegi odpowiednio do koloru wykańczał tzw. „gąsiorek" „kaczorek", czyli rytmicznie powtarzające się w tych kolorach kostki. Nierzadko kołnierzyk był spięty tylko na guzik. Na wierzch ubierano „brudek" („bruclik") - kamizelkę i „kamzolę" - kamizelę. Były szyte na białej sukiennej podszewce. Ich ozdobę stanowiły metalowe pozłociste guziki (z przodu było ich 10) w kształcie płaskiego grzybka z wytłoczonymi na powierzchni scenami prac rolnych oraz poziome boczne kieszenie ścięte dołem w trzy zęby. Z tyłu biegł przez środek pionowy szew, dołem od talii nie zszyty, przez co tworzył, tzw. „skrzydła" opadające luźno z tyłu. Cecha charakterystyczną były haftowane prostymi ściegami kolorowe prostokątne znaki, umieszczane w talii na dole szwu biegnącego przez środek placów. Tradycyjnym nakryciem głowy gospodarza była „kania", czyli filcowy czarny kapelusz o szerokim rondzie zwanym „strzechą" i okrągłej niskiej główce opasanej szeroką wstążką. U starszego mężczyzny wstążka miała kolor czarny, u pana młodego – zielony.
Strój kobiecy
Na całość kobiecych kompletów składały się: koszula, „kabotek", spódnica, fartuch, nagłowna chustka („purpurka") wiązaną nad karkiem, kaftan, chustka „merynka", pończochy, obuwie, korale - zamożniejsze kobiety przewiązywały trzy sznurki niedużych korali lub paciorków. Koszule na co dzień szyte z nadołkiem, były z płótna grubszego. Wkoło szyi miały wąską oszewkę z koronkową krezą. Na koszulę ubierano płócienną halkę „rzęsiście" w pasie marszczoną i wszytą w oszewkę, a na wierzch stanik uszyty z cienkiego płótna o głębokim dekolcie, dopasowany do figury i sznurowany, podszyty białą podszewką. Był zdobiony kolorowym haftem w drobny ornament roślinny. Do kompletu dochodziła spódnica, uszyta z dwu i pół szerokości wełnianej tkaniny i sięgająca do połowy łydek. Spódnica na co dzień była z samodziałowego płótna zafarbowanego na niebiesko i w biały drukowany ornament roślinny. Odświętne spódnice były w jednolitym kolorze brązowym, granatowym, czarnym, zielonym, popielatym, fioletowym. Dołem zakładano szeroki obręb, a powyżej naszywano dwa lub trzy rzędy jednokolorowych tasiem w kolorze zielonym, bordo, czarnym, brązowym. Spódnice na co dzień takich naszyć nie miały, lecz jedną lub dwie zakładki powyżej dolnej krawędzi. Z przodu przypasywano zapaskę długości równej ze spódnicą, albo nieco krótszą. Zapaski na co dzień szyte były z płótna, perkalu wzorzystego lub w prążki, na święto - z wełenki. Po II wojnie światowej zaczęto używać szyfonów i nylonów, a gładkie jedwabne nawet ręcznie malowano. Nadal jednak za najbardziej okazałe uchodziły fartuchy „chińskie" w jasnych kolorach i te noszono na wielkie uroczystości oraz w pierwszą niedzielę przy wyjściu do kościoła. Poza tym do zewnętrznych części stroju należał kaftanik podszytu podszewką i wykonany zazwyczaj z tego samego materiału, co spódnica. Był dopasowany i wcięty w talii, a na długość sięgał nieco poniżej pasa. Miał długie rękawy zwężające się ku dołowi lub ujęte w mankiet. Przód zapinano pod samą szyją razem ze stojącym kołnierzykiem. Młode kobiety i dziewczęta bezpośrednio zarzucały na ramiona chustkę „merinkę". Była ona wełniana, kaszmirowa, przeważnie biała w drukowane czerwono-różowe kwiaty, z frędzlami na obrzeżach. „Merynkę" składano po przekątnej, krzyżowane na piersiach i wiązano w tyle pod opadającym do talii narożnikiem. W razie zimna lub dla elegancji albo na specjalną okazie zakładano duże, prostokątnych rozmiarów tzw. chusty tureckie, czyli „szaltuchy", produkowane fabrycznie we Francji, Austrii.